|
Czy małżeństwo zapewnia szczęście? To zależy od nas samych, Czy będziemy umieli ze sobą rozmawiać, czy nauczymy się trudnej sztuki kompromisu i oddania wolności drugiemu człowiekowi, czy zauważymy i uszanujemy to, co daje nam życie. Czy rozpoznamy nasze przeznaczenie.
Przeznaczeni przypadkowi
Jak zielone winogrona
Które kiedyś dojrzy czas
Wiecznie młodzi on i ona
i dojrzała miłość w nas
"Poławiacze pereł"
słowa: Anna Treter
Ich wspólnym życiem od początku rządzi przypadek. A może to przeznaczenie? Bo jak nazwać historię poznania, która rozpoczyna się przypadkiem w pociągu za sprawą przypadkowo spotkanego kolegi koleżanki? W takich przypadkowych okolicznościach Ania dowiedziała się, że studencki kabaret szuka muzyka-akompaniatora. Już na pierwszej próbie zobaczyła młodego człowieka z gitarą, który podobnie jak ona miał występować z kabaretem. Jeśli się zdarzają miłości od pierwszego wejrzenia, to Ania jej doświadczyła - już po pierwszej próbie mogła wyznać: "A ja ten zawrót w głowie, czuję tylko przy tobie" jak po latach śpiewa w jednej ze swoich piosenek. Sytuacja nie była łatwa - młody gitarzysta związany był z inną dziewczyną. Ale widocznie wspólne życie było im pisane, bo zostali parą. Ania miała wtedy dwadzieścia lat i studiowała ekononię. Jan był niewiele starszy.
Tak Anna Treter i Jan Hnatowicz poznali się w 1974 roku an próbach kabaretu "Pod Budą". Kabaretu z którego później wyłonił się zespół muzyczny o tej samej nazwie i który to zespół udziałem w FAMIE w roku 1977 rozpoczął swoją niezależną egzystencję. Obchodzienie tego lata 30-lecie grupy "Pod Budą" jest dla Anny i Jana ważnym jubileuszem podwójnie: jako początek drogi artystycznej, ale przede wszystkim jako początek bycia razem. Małżeństwem są od 27 lat.
A ja mam tylko ciebie
Raz po raz bywam w niebie
Nie dbam o wygody i różnice zdań
Byle dobrze było nam
"Byle dobrze było nam"
słowa: Anna Treter
Mają wiele wspólnych upodobań, podobny sposób odczuwania i wrażliwość, odobny gust. I nie dotyczy to tylko muzyki. Chcą poznawać tych samych ludzi, tak samo urządzać dom, lubią oglądać te same koncerty i filmy. W życiu Anny i Jana trudno oddzielić sprawy prywatne od zawodowych. Tworzą artystyczny tandem i wspierają się wzajemnie. Anna wydaje się być bardzo samodzielna - recitale z własnym zespołem, koncerty z "Budą", kontakty z mediami, działania menadżerskie. Wie jednak, że bez męża byłaby kimś innym, jej droga zawodowa na pewno potoczyłaby się inaczej, bez niego nie byłoby jej solowej kariery. Bo to Jan Hnatowicz, który wydaje się stać z boku, trochę w cieniu żony, w ich życiu decyduje o wielu sprawach. Jest kompozytorem i aranżerem większości utworów, jakie znalazły się na trzech solowych płytach Anny Treter. Anna jest typem "czuciowca", decyzje podejmuje pod wpływem emocji. Mąż jest dla niej przede wszystkim wielkim autorytetem. Spokojny, opanowany i małomówny jest silną osobowością, ma swoje zdanie na każdy temat, nie waha się. To właśnie on potrafi przeanalizować sytuację, podejść do tematu z rązsądkiem, popatrzeć na sprawy z dystansu. Umie doradzić i ostudzić emocje żony. To bezcenne cechy partnera.
Czy łatwo być ze sobą 30 lat? Nie, łatwo nie jest. Małżeństwa podobnie jak ludzie przeżywają różne okresy. Może niedokładnie jest tak, jak w teoriach o siedmiu latach "tłustych" i dwóch "chudych", Anna i Jan zaobserwowali jednak, że ich życie przebiega etapami. Cały czas dojrzewają, ewoluują, ich małżeństwo również. Zmieniają swoje poglądy: jedne sprawy przestają ich interesować, inne zaczynają. Coś umyka, bo nie jest warte zachodu, pojawiają się za to nowe wyzwania.
Czym jest ich małżeństwo? Najkrócej mówiąc partnerstwem. W momencie, kiedy partnerzy się rozumieją, dają sobie wolność. Bo każdy ma prawo realizować się w sprawach które go interesują. To otwiera nowe drzwi wspólnego życia, jest szansą, żeby się ze sobą nie znudzić. Takim uchyleniem drzwi był rok 1989 i wyjazd Jana Hnatowicza do Stanów Zjednoczonych. Półtora roku później dołączyła do niego żona. Było im dobrze za oceanem: zorganizowali sobie życie, mieli pracę i miejsce, gdzie mogli grać i spotykać się z przyjaciółmi. Wszystko wskazywało na to, że muzyczne małżeństwo zostanie w Ameryce, jednak wrócili do Polski. O powrocie zdecydowało ważne zdarzenie, nie do końca oni. Kolejny przypadek w ich życiu, czy też przeznaczenie?
A czasem gdy trzasnęły drzwi
Czas cichych łez na ciche dni
Czy to byliśmy my?
"Czy ten chłopak to ty?"
słowa: Anna Treter

Nie ma małżeństw bez kryzysów, tym bardziej małżeństwa artystycznego. Praca twórcza wiąże się z ogromnymi emocjami i rodzi konflikty. Sposobem na przetrwanie kryzysów są ciche dni, burze, gorąca kłótnia, czasem rozstanie. Dawniej w ich małżeństwie często zdarzały się ciche dni. Teraz jest ich dużo mniej. Anna nie znosi krzyku, rozmów prowadzonych podniesionym głosem, ale wie, że kłótnie mogą być skuteczne w rozwiązywaniu konfliktów małżeńskich. Wraz z krzykiem z człowieka uchodzą złe emocje i przychodzi uspokojenie. Ale przede wszystkim rozmawiają. Szczera rozmowa jest najlepszym sposobem na radzenie sobie z problemami. Chociaż mają odmienne zdanie w wielu sprawach, potrafią sobie ustąpić, pod warunkiem, że zostaną przekonani przez partnera. Kwestii spornych jest wiele, bo przecież do tego samego, wspólnego celu prowadzić może wiele dróg, więc czasem kłócą się właśnie o te drogi. Jakzaaranżować piosenkę, co wybrać na płytę, gdzie nagrywać, z kim nagrywać, jak ma wyglądać koncert? To nie łatwe sprawy.
Odnaleźliśmy zaklęcie
Choć leżało gdzieś na dnie
Teraz pewnie będzie raj - może
tak, a może nie
"MOże tak, może nie"
słowa: Anna Treter
Anna i Jan nie mają zaklęcia, ale wiedzą, co w ich życiu jest najważniejsze. Dla Anny to miłość, dla Jana - partnerstwo. Mają za to swoją tajemnicę szczęścia. Tą tajemnicą jest oddanie wolności drugiemu człowiekowi i kompromis. Kompromis to umiejętność zrozumienia racji drugiej strony, nawet jeśli to trudne, umiejętność pochylenia się nad drugim człowiekiem i jego sprawami. Ale równocześnie trzeba dążyć do zrealizowania własnych potrzeb i oczekiwań.
Po 10 latach wspólnego życia i wspólnego występowania na estradzie Jan Hnatowicz odszedł z zespołu "Pod Budą" z którym był od początku kariery jako gitarzysta i kompozytor większości piosenek, by podążyć własną ścieżką artystyczną. Dla żony było to trudne przeżycie, przysłowiowe zawalenie się świata. Ale nie dociekała powodów decyzji męża, zaufała mu. Stwierdziła, że skoro podjął tak ważną i trudną decyzję, miał ku temu powody. I Anna myśli, że to właśnie jedna z tajemnic udanego wspólnego życia: zostawienie drugiemu człowiekowi wolności, obszaru, którego nic nie ogranicza, z którego nie musi się tłumaczyć. Chociaż Anna pogodziła się z decyzją męża, nie było jej łatwo. Jan nadal komponował piosenki dla zespołu, ale w trasy koncertowe ruszali już w różnych kierunkach. Małżeństwo też trzeba było ułożyć od nowa.
W ich życiu było wiele mieszakń, ale tak naprawdę dopiero dom który wybudowali pod Krakowem i w którym mieszakają od 12 lat, jest domem prawdziwym. To miejsce jest idealne: tylko 15 minut drogi dzieli ich od Rynku Głównego, równocześnie są na wsi. Jest cisza i piękne widoki. Jesienią pod dom podchodzą bażanty, zimą sarny. Bajka. Czy dużo wymagają od życia? I tak, i nie. Zdecydowanie wybierają "być" a nie "mieć". Jest im dobrze "przy kieliszku wina w ciszy czterech ścian". I żeby ogień palił się w kominku, choć ten nie musi być z marmuru. Anna jest dumna ze swego ogrodu, na którego pielęgnację ma wciąż za mało czasu. Jan ma inny powód do dumy: w czasie ubiegłorocznych wakacji wyremontował i własnoręcznie odświeżył całe domostwo.
Nieważne gdzie mieszkają, każdy ich dom jest domem otwartym. Wynika to po części z racji wykonywanego zawodu, ale przede wszystkim z natury gospodarzy. To u nich odbywają się próby, nagrania, spotkania. Do nich przychodzą muzycy i przyjaciele spoza branży muzycznej. Anna jest dumna kiedy przygotuje dla gości wyjątkowe danie. Namiastkę atmosfery domu Anny i Jana czuje każdy, kto odwiedza stronę internetową artystki. Tam jest trochę jak... w domu. Chociaż gościnni wytyczają pewną granicę spotkań z ludźmi. Zawód muzyka wymaga ciszy i chwili skupienia. Kiesy stale pracują "przy dźwiękach" - muzyka jest obecna na próbach i koncertach, w samochodzie, stale też trzeba słuchać innych wykonawców, aby wiedzieć co nowego dzieje się na rynku muzycznym - chwile ciszy są bezwzględnie potrzebne.
Choć lubią ciszę i spokój, raz po raz uchylają nowe drzwi swojego życia. "Na południe" wydana w roku 2003 pierwsza solowa płyta Anny Treter, wyznacza następny etap małżeństwa muzyków. Od tej pory znowu spędzają razem wiele czasu, razem pracują. Prawie wszystkie kompozycje, jakie znalazły się na płycie, są dziełem Jana Hnatowicza, autorką większości tekstów, jest sama piosenkarka. Druga solowa płyta "Może tak, może nie" ukazała się w 2005 roku, a w rok po niej "Bez retuszu" - płyta koncertowa.
W chwilę po tym uchylają następne drzwi: w ubiegłym roku otworzyli w Krakowie "Piosenkarnię" - salon do którego może przyjść każdy kto chce śpiewać lub zagrać albo przeczytać swój wiersz. Atmosfera wieczornego koncertowania jest niezwykła. Nie sposób też nie ulec urokowi gospodyni tego spotkania.
Czy małżeństwo zapewnia szczęście?
"Może tak, może nie" - mówi piosenka do której słowa napisała Anna Tretera a Jan Hnatowicz skomponował muzykę. I chociaż w piosence sprawę szczęścia stawiają pod znakiem zapytania, w życiu prywatnym nie mają wątpliwości. Bo przecież wiele zależy od nas samych. Czy będziemy umieli ze sobą rozmawiać, czy nauczymy się trudnej sztuki kompromisu i oddania wolności drugiemu człowiekowi, czy zauważymy i uszanujemy to, co daje nam życie.
Wysłuchała
Beata Karaś
Artykuł
ukazał się w Magazynie WESELE - wiosna 2007
|