|
Trochę
kielecka, trochę krakowska
Rozmowa z Anną Treter,
wokalistką Grupy "Pod Budą"
* Kilka dni temu wystąpiła pani w Kielcach. Jak śpiewa się w mieście, z którego się pochodzi, w którym spędziło się dzieciństwo i młodość?
- Miałam ogromna tremę, również dlatego, że większość piosenek wykonywałam po raz pierwszy. To była ich absolutna prapremiera. Gdy występuję w Kielcach, zawsze zastanawiam się, czy na koncert przyszli moi znajomi. Tym razem przyszli i dali o sobie znać. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam panią profesor Jelińska z liceum im. Żeromskiego, która uczyła nas fizyki. To ona prowadziła kabaret, w którym występowałam, spod jej ręki wyszło wielu znakomitych ludzi kultury.
* A koledzy - zmienili się bardzo?
- Bardzo się ucieszyłam, że bez problemu wszystkich rozpoznałam. To było krótkie, ale szalenie miłe spotkanie - dowiedziałam się, co teraz robią, poinformowali mnie, że w czerwcu planowany jest zjazd "Żeromszczaków" w Berlinie. Chciałabym bardzo
wziąć w nim udział, bo naprawdę mieliśmy wspaniałą klasę, to byli bardzo
zdolni ludzie, którzy dziś rozsiani są po całym śšć
* Ma pani w Kielcach swoje ulubione miejsca?
- O tak. Zawsze, gdy tu przyjeżdżam, chodzę tymi samymi drogami, odwiedzam te same zakątki, z którymi łączy mnie ogromny sentyment. To są okolice katedry, starej siedziby liceum Żeromskiego, ul. Krakowska, plac Wolności, park miejski. Tu chodziliśmy na wagary, albo po prostu po lekcjach, żeby pogadać. Tu odbywały się nasze ważne rozmowy.
* Ciekawe, czy czuje się pani bardziej kielczanką czy krakuską?
- Trudno powiedzieć. Moja najbliższa rodzina - mama i siostra wciąż mieszkają w Kielcach, ale z kolei w Krakowie spędziłam już tyle lat. Wyjechałam na studia w Akademii Ekonomicznej i już zostałam w Krakowie. Tam mam dom, rodzinę, tam czuję się, jak na własnych śmieciach. A więc chyba pół na pół jestem kielczanką i krakuską.
* Jak to się stało, że pani - ekonomistka z wykształcenia - została artystką?
- Przyznam, że ani jednego dnia nie pracowałam w swoim wyuczonym zawodzie. Już od drugiego roku studiów działałam w kabarecie "Pod Budą" , choć wówczas nawet nie przypuszczałam, że w przyszłości będę mogła żyć tylko z muzyki. Mam raczej duszę humanistyczna, skończyłam szkołę muzyczna, ale rodzice uznali, że w tych trudnych czasach trzeba mieć solidny zawód.
* I została pani najlepszą ekonomistką wśród piosenkarek. Przygotowuje się pani do wydania pierwszej solowej płyty. Czy to oznacza, że chce się pani uwolnić do grupy "Pod Budą"?
- Ależ nie. Zebrało mi się dość dużo materiału - osiemnaście piosenek, do których w części napisałam teksty. To też nowość, nigdy do tej pory tego nie robiłam. Wprawdzie już od czasów szkolnych pisałam wiersze, ale były to poezje do szuflady. Tymczasem pisanie tekstów piosenek to zupełnie inna sprawa, one wymagają sporego rygoru.
* Te nowe piosenki, z tego, co można było usłyszeć na koncercie, brzmią ostrzej, bardziej rockowo. Czy to celowa ucieczka od klimatów grupy "Pod Budą"?
- Nie tak łatwo odejść od tego, co się robi przez całe życie. Ta płyta powstała z inspiracji moich kolegów muzyków, z którymi przez ostatnie lata brałam udział w koncertach "Giganci gitary". Z najlepszymi rockmenami śpiewałam amerykańskie covery i własne piosenki, zaaranżowane mocniej, bardziej rockowo. A co do ucieczki, to pewnie jest w tym trochę racji. Ale to wciąż będę ja, tylko trochę mocniejsza.
Agata NIEBUDEK
Artykuł
ukazał się w Kieleckim Echu Dnia, 21 lutego 2003
|