|
Satysfakcja z samodzielności
Rozmowa z Anną Treter, wokalistką grupy Pod Budą, która nagrała solowy album "Może tak, może nie".
Pani Aniu, po co właściwie nagrywać solowy album, kiedy ma się taki wspaniały zespół jak Pod Budą?
Żeby zaspokoić ambicje, których się wcześniej w sobie nie czytało. Żeby powiedzieć coś od siebie, zaśpiewać o tym, co się widzi, czuje, co się przeżyło.
I warto było? Jest Pani zadowolona z tej solówki?
Myślę, że było warto. Choćby po to, by poczuć satysfakcję płynącą z samodzielności, z możliwością decydowania o kształcie artystycznym piosenek.
Co chciała Pani powiedzieć tytułem "Może tak, może nie"? Czy to może przejaw niezdecydowania co do dalszej działalności pod szyldem "Pod Budą"?
Nie chodzi tu o moją współpracę z "Pod Budą". Tekst piosenki która dała tytuł płycie, dotyczy bardziej ogólnych obserwacji. Jest przy tym dość przewrotny. Stale zadajemy sobie jakieś pytania, ogarniają nas wątpliwości, czy takie właśnie rozwiązanie jest najlepsze, czy coś, co dziś jest dla nas dobre, jutro też takie będzie.
W "Pod Budą" śpiewa Pani cudze teksty. Tu słowa napisała Pani sama. Trudno było?
Nie było łatwo. To wymagało ode mnie wielkiej dyscypliny i poświęcenia mnóstwa czasu.
Który tekst pochłonął najwięcej czasu?
Czwarta B.
To bardzo smutna piosenka.
Tak, o samobójstwach młodych ludzi.
Co Panią skłoniło do napisania tego utworu?
Reportaż telewizyjny o dwóch młodych, pochodzących z tzw. dobrych rodzin. Ponoć się kochali. Wyszli z domu rano i już nigdy nie wrócili. Opuścili ten świat świadomie, sądząc z tego jakie listy zostawili. Przypomniało mi to historię z mojej klasy. Dwoje moich przyjaciół - koleżanka z ławki i kolega który mieszkał na przeciwko mnie - popełniło samobójstwo w czwartej klasie liceum. I też to byli kochający się, na dodatek bardzo zdolni ludzie, z perspektywami życiowymi. Ale coś im widocznie na tym świecie nie pasowało...
Dużo śpiewa Pani też o samotności.
Tak, bo to też wielki problem.
Co zainspirowało Panią do napisania "Ciem barowych"?
Obraz Hoppera zatytułowany "Night Hawks" co w przybliżeniu można przetłumaczyć właśnie na ćmy barowe. Śpiewam tu o ludziach, którzy nie mają nikogo bliskiego. Wieczorami schodzą się do barów i tam piją i gawędzą z przygodnie spotkanymi kompanami.
Ale na szczęście nie tylko smuci Pani na tym albumie. Piosenka "Byle dobrze było nam" ma kilka pięknych, podnoszących na duchu wersów.
Bardzo się cieszę, że się Panu podoba. To także moja ulubiona piosenka.
Podoba mi się także w warstwie czysto muzycznej. Przyjemnie kołysze i ma bardzo fajne, nowoczesne brzmienie. Kto ją skomponował?
Mój mąż - Jan Hnatowicz.
Jak się współtworzy z osobą z którą jest się blisko na co dzień?
Dobrze mieć blisko siebie kompozytora, szczególnie jeśli ma dużo dobrych pomysłów. Myślę, że inspirujemy się nawzajem. Czasem najpierw powstaje tekst, a czasem melodia. Potem zaczynają się szczegółowe dyskusje o tym jak powinna brzmieć piosenka.
Dochodziło do kłótni?
Trudno tu o całkowitą zgodność gustów i poglądów. Zdarzają się spory i kłótnie, z reguły twórcze. Czasem jednak trudno oddzielić
je od domowego życia. Bywają więc wtedy dni bardziej ciche niż normalnie. :)
Rozmawiał Jacek Szymczyk
Artykuł ukazał się w Dzienniku Wschodnim
9.12.2005
|