|
Wacław Krupiński
"Na południe" i nareszcie
Takiej płycie do promocji, skandal nie jest potrzebny, gdy Anna Treter przedstawiła ją w Polskim Radiu, po paru godzinach usłyszała w telefonie: - Bardzo się nam podoba, wydajemy.
Płyta Anny Treter nosi tytuł "Na południe", ale mogłaby się nazywać np. "Nareszcie" - jak powiedział Bohdan Smoleń, gdy wspomniałem mu, że koleżanka z niegdysiejszego wspólnego kabaretu nagrała solowy album. Nareszcie - po tylu latach śpiewania, nareszcie - bo przecież ta płyta od lat "wisiała w powietrzu", nareszcie - bo wszak znana z Grupy Pod Budą wokalistka to - jak ocenia występujący z nią od ponad ćwierćwiecza Andrzej Sikorowski - jedna z najbardziej kompetentnych polskich piosenkarek.
A zaczęło się od podróży do domu na święta studentki II roku krakowskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej i przypadkowego spotkania w pociągu z kierownikiem kabaretu Pod Budą Wyższej Szkoły Rolniczej i asystentem tej uczelni Aleksym Gałką...
Rodowita kielczanka podjęła w Krakowie studia na ekonomice produkcji zgodnie z wolą rodziców, pragnących, by córka miała porządny zawód. I mogła mieć; na pierwszym roku zbierała nagrody rektorskie... Tyle że jadąc do domu na Boże Narodzenie poznała w pociągu za sprawą przyjaciółki, kielczanki, z którą chodziła do szkoły, także muzycznej, Aleksego Gałkę. W trakcie rozmowy okazało się, że kabaret opuścił właśnie pianista. - Zbyszek Karwala skończył studia i zostaliśmy bez pianisty - wspomina dr Aleksy Gałka. - Gdy napomknąłem o tym, koleżanka, wskazując na nieznaną mi wówczas Ankę, powiedziała: "Weź ją, jest świetna, ma za sobą średnią szkołę muzyczną".
- Musiałam Alkowi wpaść w oko, bo mimo moich odmów i oporów pewnego dnia zjawił się w mieszkaniu, które wynajmowałam, mówiąc: "Ubieraj się, idziemy na próbę".
Poszła. - Zrobiła na nas miłe wrażenie, była bardzo chętna do pracy, ale nieśmiała - przywołuje odległy czas Bohdan Smoleń, wówczas gwiazda tego kabaretu. - Aż któregoś dnia nie mogąc porozumieć się z kimś z zespołu, bodaj ze mną czy z Alkiem, a chcąc pokazać, jak ma brzmieć piosenka, wykonała ją sama. Zatkało nas. To ty tak śpiewasz i nic nie mówisz?!
- Faktycznie, nie przyznałam się, że śpiewałam od piątego roku życia, że w szkole występowałam na wszystkich akademiach, prowadziłam kabaret, do którego pisałam słowa i muzykę, że w szkole muzycznej uczyłam się nie tylko gry na fortepianie, ale i śpiewu - tłumaczy Anna Treter.
Skoro tak śpiewa, to oczywiście ma śpiewać w programie kabaretu - orzeczono. Zgodziła się. - Bardzo lubiłem stać przy niej, bo lubię koło siebie duże kobiety, wtedy muszę piąć się w górę. Stąd moja kariera - żartuje teraz Smoleń. A serio dodaje, że do dziś ma w uszach frazę "Stoisz w oknie w bladym świetle...".
Tą piękną piosenką, z muzyką Antoniego Mleczki do słów Henryka Cyganika, debiutowała w programie "Kupuj węgiel latem". W kolejnym - "Uważaj, Sławek, uważaj..." znów jaśniała jako wokalistka; "rozśpiewała się na dobre i na... szczęście dla nas, widzów" - pisałem po premierze w lutym 1975 roku.
Rok wcześniej kabaret Pod Budą dostał główną nagrodę XI Studenckiego Festiwalu Piosenki; powtórzyli sukces na festiwalu kolejnym - tym razem otrzymali Nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki w wysokości 5 tys. zł (oraz nagrodę Polskich Nagrań w postaci 10 płyt długogrających) dostał indywidualnie Smoleń, a Anna Treter 4,5 tys. W biuletynie festiwalowym pytana o ideał piosenkarki zwierzała się: Jestem zakochana w Demarczyk, nie chcę się jednak na nią kreować, dla mnie jest ona wzorem doskonałości pieśniarki. Po czym na pytanie: Wiele osób wierzy w Twoje zwycięstwo, a Ty? - odpowiedziała skromnie - Nie...
W tamtym okresie Anna Treter dołączyła do grona autorów piosenek. - Pisałam dużo muzyki, jak to było wtedy w modzie, do wierszy - wspomina.
A potem gdzieś w połowie lat 70. w kabarecie pojawił się Andrzej Sikorowski. Z czasem - po rozstaniu z Cyganikiem, po odejściu Smolenia - piosenki poczęły dominować w kabarecie, który coraz bardziej stawał się grupą muzyczną. Ostatecznie przestał istnieć, a pojawiła się, znana do dziś, Grupa Muzyczna Pod Budą (taka nazwa figuruje na debiutanckiej płycie).
Mieli 50-minutowy program i za namową Teresy Poprawowej, kierującej agencją koncertową krakowskiego oddziału PSJ, pojechali w 1977 roku do Świnoujścia na FAM-ę. Spodobali się ogromnie, bo też mieli już w repertuarze takie piosenki, jak "Ballada o ciotce Matyldzie", "Ballada o walizce", "Blues o starych sąsiadach" czy śpiewaną solo przez Treter "Gdy mnie kochać przestaniesz". A potem, znów ulegając namowom Teresy, zaczęli występować - głównie w środowisku studenckim. Dwa lata później na festiwalu w Opolu "Bardzo smutną piosenką retro" podbili publiczność do tego stopnia, że... jury dało im wyróżnienie. - W tym samym roku objechaliśmy wszystkie amfiteatry w kraju, zaczęliśmy występować w telewizji, w styczniu 1980 roku nagraliśmy pierwszą płytę... - przywołuje tamten czas piosenkarka.
Wtedy już Anna Treter i Jan Hnatowicz byli małżeństwem. - Tak jakoś po dwóch latach pracy w kabarecie, któregoś wieczoru Jasiek zaproponował, że mnie odprowadzi do domu. Po drodze przysiedliśmy na ławce w parku gadając do rana. Parę lat później wzięliśmy ślub.
Grupa Pod Budą w ogóle jest powiązana rodzinnie. Andrzej Sikorowski ożenił się z Chariklią Motsiou, Greczynką, śpiewającą w kabarecie i potem w pierwszym okresie Grupy Pod Budą, żona basisty zespołu Andrzeja Żurka jest siostrą Hnatowicza... Kiedyś wszyscy mieszkali w jednym bloku w krakowskim Podgórzu, obecnie po sąsiedzku mają domy w podkrakowskiej Rząsce. Jak w dawnej piosence - "Zamieszkamy pod wspólnym dachem"...
- Studia skończyłam na absolutorium, nie chciałam robić magisterium, bo podlegałabym nakazowi pracy, a tej już sobie nie wyobrażałam - pochłonął mnie śpiew. Rodzice nazywali mnie lekkoduchem, a pytanie: "Co będzie z moją przyszłością, gdy skończy się śpiewanie?", wisiało w rozmowach przez całe lata - mówi Anna Treter.
Nie skończyło się, trwa do dziś i wszystko wskazuje na to, że za sprawą solowej płyty jeszcze potrwa.
O solowej płycie myślała dawno, obiecując mi ją w rozmowie przed 9 laty. Już wówczas dokonała jakichś nagrań dla Polskiego Radia, ale nic z tego nie wyszło... Poza tym Grupa Pod Budą przeżywała w tamtym okresie come back - kolejne przeboje, płyty, ogromne ilości występów. A parę lat wcześniej nic tego nie zapowiadało...
W 1988 roku Jan Hnatowicz, który już od pięciu lat nie występował z "Budą", tylko grał rocka w zespole Martyny Jakubowicz, wyjechał do USA. Dwa lata później dotarła do niego żona, potem i Andrzej Żurek. - Imaliśmy się rozmaitych prac, ja między innymi opiekowałam się chłopcem, którego uczyłam muzyki, ale też występowaliśmy jako "trzy czwarte" Grupy Pod Budą w klubach polonijnych. Otwieraliśmy m.in. "Cafe Lura" w Chicago, gdzie zgromadziła się grupa polskich artystów wygnanych do USA przez los. Gościli tam Zbyszek Książek (był barmanem jak mój mąż), i Grażyna Kulawik z Wolnej Grupy Bukowina, Urszula, wielu innych. I tak powstawały rozmaite programy, w zależności od tego, kto dotarł z Polski. Tych występów w klubach i restauracjach absolutnie się nie wstydzę. Dały mi szlif, jakiego wcześniej nie miałam. Nauczyłam się bezpośredniego kontaktu z publicznością, także tak potrzebnego na estradzie luzu, dzięki czemu przestałam traktować moje śpiewanie tak nabożnie - sumuje amerykańskie doświadczenia piosenkarka.
Wiele też uczyła się, bywając na koncertach. - Staraliśmy się chodzić z Jaśkiem na wszystko, na co się dało. Widziałam trzy razy Stinga, raz z dużym zespołem, a potem w mniejszych amfiteatralnych salach, np. w trio. Byłam na koncercie Phila Collinsa i Bonnie Raitt, Basi Trzetrzelewskiej, ZZ Top... A w samochodzie słuchaliśmy głównie country.
A spędzili w aucie, potężnym 8-cylindrowym buicku, czasu niemało, objeżdżając Stany wzdłuż i wszerz. - Mogę powiedzieć, że widziałam wszystkie najważniejsze, podręcznikowe miejsca - mówi na wspomnienie tych podróży Anna Treter. "Jestem spod znaku Bliźniąt, a znak ten ma wpisaną w charakter chęć do podróży i przygód" - wyznała w jednym z wywiadów.
W 1991 roku wracali z mężem do Polski i nie bardzo wiedzieli, co dalej. Andrzej Sikorowski występował wówczas solo lub z Andrzejem Zauchą i Krzysztofem Piaseckim jako grupa Sami. Na rynku muzycznym - nowi idole.
To właśnie Treter spowodowała, że w listopadzie 1991 roku Grupa Pod Budą wystąpiła w studiu telewizyjnym w Łęgu, nagrywając płytę live - "Blues o starych sąsiadach". I okazało się, że "Buda" ma wciąż wielu fanów. To ich zmobilizowało, nagrali premierową płytę "Jak kapitalizm to kapitalizm", potem następne... Anna Treter znów przypomniała, że bywa i autorką muzyki - czego przykładem piosenki "Daleko - dwa kroki stąd", "Senna"... I oczywiście śpiewała, pozostając jednakowoż w cieniu Andrzeja Sikorowskiego.
Jan Hnatowicz z kolei, choć nadal komponował dla "Budy" piosenki, założył wraz z Bogusławem Mietniowskim (basistą niegdyś m.in. Dwa Plus Jeden) firmę handlującą częściami samochodowymi. Obecnie już nieistniejącą.
Od wspomnianego wywiadu z 1994 roku nieraz, ot, prywatnie niejako, pytałem Ankę: - Kiedy płyta? I gdy w maju 2002 roku dostałem zaproszenie na jej występ w Radiu Kraków, już było jasne - to pierwszy zwiastun, że płyta będzie. Zaśpiewała wówczas 8 piosenek z tych, jakie teraz są na krążku "Na południe". Już wtedy mi się podobały...
- Parę lat temu zaczęłam być zapraszana do koncertów "Giganci gitary", w których muzycy rockowi z całej Polski - m.in. Mietek Jurecki, Jacek Królik, Ryszard Sygitowicz, Adam Niedzielin, Michał Dąbrówka, Artur Malik - gościli piosenkarzy z nierockowych światów, by wykonywali covery rockowych utworów. Śpiewałam ja, śpiewał Grzesiek Turnau... To mnie zbliżyło do trochę innej muzyki.
A potem nastąpiła tragedia w World Trade Center, sprawiając, że Andrzej Sikorowski odmówił lotu do Chicago na doroczny Bal Towarzystwa Przyjaciół Krakowa. Anna Treter postanowiła bronić honoru "Budy"; poleciała wraz z mężem oraz muzykami, których znała ze wspomnianych występów: Niedzielinem, Malikiem, Wojciechem Bobrowskim oraz Wojciechem Krawczykiem, akustykiem, pracującym od lat z Grupą Pod Budą. Ich występ na balu przyjęto znakomicie, jeszcze lepiej - w "Cafe Lura", trzykrotnie większej niż kiedyś. To był kolejny krok w stronę samodzielności.
A potem już w domu pp. Hnatowiczów odbyła się popołudniowa herbatka w tym amerykańskim gronie, powiększonym m.in. o Ryszarda Sygitowicza. Przerodziła się w domowe jam session trwające do wczesnych godzin porannych. Po czym któryś z muzyków zatelefonował z taksówki: "Andzia, przecież to się nie może tak skończyć". Nie skończyło się. W tym gronie, poszerzonym o innych muzyków, nagrali płytę.
- Wtedy z tremą i niepokojem wyjęłam z szuflady dwa schowane głęboko, napisane przez siebie teksty...
Reszta była już prosta; jak się ma obok siebie kompozytora tylu przebojów, od lat z powodzeniem śpiewanych przez "Budę"... Piosenki powstawały różnie - raz wcześniej była muzyka, raz tekst, bo Anna Treter większość napisała sama. - Nie zdawałam sobie sprawy, że śpiewanie własnych tekstów może przynosić tyle radości i satysfakcji, że to zupełnie co innego niż posługiwanie się cudzym nawet takim, który jest mi bliski - przyznaje. - Wreszcie odważyłam się opisać własne emocje, obserwacje ludzi i świata... Oczywiście, towarzyszyły temu spory; kłóciliśmy się z Jaśkiem o każdą nutę, o każde słowo, nie tylko moje, ale i Andrzeja Poniedzielskiego i Wojtka Krawczyka, który ofiarowali mi teksty.
Czy jeśli debiutuje się własną płytą w dojrzałym wieku, po tylu latach śpiewania, to się to bardzo przeżywa? - pytam. - Ogromnie. Tym bardziej że wzięłam na siebie również całą sferę organizacyjną, produkcję płyty, plakatu, organizowanie koncertów promocyjnych.
Co dalej? - Wszystko zależy od publiczności. Nie oczekuję, że zostanę gwiazdą muzyki,że zarobię fortunę. Chciałabym spotykać się z tą publicznością, która słucha i kocha "Budę". Moje koncerty nie będą drogie, chciałabym z nimi dotrzeć nawet do małych miejscowości - chcę po prostu cieszyć się tymi piosenkami i sprawić, by dostarczały one radości innym. A pierwsze sygnały świadczą, że tak może być...
Gdy starała się zainteresować tą płytą wytwórnie fonograficzne, trafiła także do Polskiego Radia. Zostawiła demo z pięcioma nagranymi piosenkami, ledwo wsiadła do pociągu do Krakowa, już odebrała telefon - bardzo się nam podoba, wydajemy.
Utwory już są obecne na antenie radia, wkrótce też na antenie telewizyjnej "Dwójki" pojawi się teledysk z "Piosenką taneczną", uroczą i idealną na karnawał. Jest zatem szansa, że Anna Treter dotrze z tą płytą nie tylko "Na południe", ale i na północ, i na wschód i wszędzie. Bo wydać płytę to nie sztuka.
- Może zafundujecie sobie z Jaśkiem jakiś skandal? Kolorowe pisemka zapewniłyby Ci na okładkach bezpłatną reklamę - podsuwam pomysł. - Nie prowokuj losu, przeżyłam tyle lat bez skandalu i niech tak zostanie. Wystarczy mi okładka mojej płyty - mówi Anna Treter.
I pewnie ma rację; takiej płycie skandal nie jest potrzebny.
|