|

Aż szkoda, że sala krakowskich Krzysztoforów jest taka mała; nie wszyscy chętni, którzy chcieli posłuchać Anny Treter, się nie zmieścili, a koncert był tak świetny, że chciałoby się by dotarł do jak największej liczby słuchaczy.
Oto w niedzielny wieczór Anna Treter promowała swoją najnowszą, a drugą solową, płytę „Może tak, może nie”. Były zatem piosenki najnowsze, w tym niezwykle ciepło przyjęta tytułowa (bisowana), były niektóre z płyty „Na południe”, jak i nieliczne wcześniejsze, śpiewane w Grupie Pod Budą – „Wywar z przywar, „Nasze podróże”. I był to świetny recital, dowodzący nie tylko, że Anna Treter wspaniale śpiewa, to wiadomo od lat, ale i to, że jak najsłuszniej postąpiła decydując się na solową karierę, prowadzoną równolegle z występami z Grupą Pod Budą. Zresztą, jak się ma za męża Jana Hnatowicza, który skomponował w życiu tyle pięknych piosenek, tyle przebojów, to grzech nie skorzystać…
Ale nie tylko Anna Treter zasłużyła na komplementy. Pochwały należą się i muzykom, którzy mieli także okazję wykazać się swą maestrią: gitarzyście basowemu Wojciechowi Bobrowskiemu, puzoniście i akordeoniście Tomaszowi Hernikowi, perkusiście Arturowi Malikowi, grającemu na instrumentach klawiszowych Adamowi Niedzielinowi, jak i grającemu na gitarach Hnatowiczowi. Świetnie też, mimo iż współpracują ze sobą od niedawna, wypadł śpiewający z krakowską wokalistką Jacek Kotlarski, występujący m.in. w stołecznej Romie. Dowiódł, że jest nie tylko interesującym wokalistą, ale i grając na niewielkiej trąbce, tzw. pocket, współtworzył z Hernikiem całkiem zgrabną namiastkę sekcji dętej. Kto był w poniedziałek i posłucha płyty, na której śpiewa Kuba Badach, będzie mógł porównać.
Oczywiście gwiazdą wieczoru była Anna Treter, która niewątpliwie zaskarbiła sobie sympatię nowych fanów, a i dawnych utwierdziła w przekonaniu o sile swego talentu. A dowodem opinia samego Leopolda Kozłowskiego, który gratulował piosenkarce mówiąc, że odnosił wrażenie, że cała jest muzyką. Po takiej opinii takiego mistrza cóż można dodać…? Może tylko tyle, że wieczór został czarownie oprawiony światłem przez Andrzeja Czopa, że dobrze nagłośniony przez Wojciecha Krawczyka, również współautora niektórych tekstów piosenek pisanych przez sama wykonawczynię, i że – miejmy nadzieję – Anna Treter wieczór ten powtórzy jak najrychlej, byle w większej sali… A wtedy – bez wahania „może tak, może nie” - przegapić nie wolno!
(WAK)
Artykuł
ukazał się w
Dzienniku Polskim
|