|

|
- T.Gwiaździński: Witam Państwa w "Domowej Kawiarence", a ze szczególną przyjemnością solistkę zespołu "Pod Budą" Panią Annę Treter.
- Dzień dobry Pani.
- A.Treter: Dzień dobry.
- Niedługo Wielkanoc. Czy to wielkie święto kojarzy się Pani kulinarnie, z czymś słodkim, czymś dobrym?
- Tak. To mi się zawsze będzie kojarzyć z takim plackiem który robiła moja nieżyjąca już niestety teściowa. Nazywa się on królewski i troszeczkę jest oparty na zasadzie mazurka. Składa się z trzech kruchych placków piętrowo ułożonych, i poprzekładanych słodkimi masami. To wszystko jest
oblane wspaniałą czekoladową polewą i posypane orzeszkami lub migdałami. Jedna z tych mas, to taka biała masa z mleka i żółtek z włoskimi orzechami siekanymi, a druga, także na bazie jajek - budyniowo czekoladowa.
- Rok temu, równo o tej samej porze, gościem "Kawiarenki" był Pan Andrzej Sikorowski - lider Grupy "Pod Budą". Był wtedy z uroczą małżonką i rozmawiali dużo o południowych tradycjach, o greckich ciasteczkach. Co Pani sądzi o południowych deserach?
- Ja z Nimi przemierzyłam to południe wzdłuż i wszerz, i mogę powiedzieć o południu wiele dobrych rzeczy, ale o deserach naprawdę niewiele... Nie lubię takich ciastek "utopionych" w syropie, bardzo słodkich... Nie! To wszystko jest niedobre!
- Wydała Pani swoją własną płytę...
- Proszę mi wierzyć, że płyta która jest zatytułowana "Na południe" naprawdę nie była tytułowana "pod desery", tylko z zupełnie innego powodu. Po prostu to południe kocham, rzeczywiście je przejechałam, tam się czuję dobrze, kojarzy mi się z wakacjami, z wolnością, z wypoczynkiem...
- Dzisiejszy deser który chcę Pani zaproponować, nie ma nic wspólnego z południem.
- Ale może można go jeść w południe?
- Zgadza się, można go jeść o każdej porze dnia i nocy.
Pani dużo koncertuje, to z pewnością dużo Pani jeździ. Czy miała Pani przy tej okazji możliwość spróbowania ciekawych deserów?
- Jest taki jeden deser, który bardzo lubię - o czym wiedzą już moi przyjaciele - on jest charakterystyczny dla Poznania i Wielkopolski. Tutaj - jeśli mogę - to pozdrawiam moich ukochanych przyjaciół, którzy mi zawsze ten deser przed koncertem przynoszą.
To jest deser który nazywa się "Brzdąc".
- Pierwsze słyszę.
- Tego deseru nie ma nigdzie indziej i on jest pyszny!
- Lokalna specjalność?
- Tak. Składa się z dwóch warstw nienasączonego, całkiem suchego ale bardzo miękkiego biszkoptu, przełożonego masą - podejrzewam - zrobioną z bitej śmietany, z czekoladą i żelatyną. To wszystko jest bardzo miękkie, puszyste i delikatne... Po prostu pyszne!
- Autentyczne ciacho! To zabrzmiało tak zachęcająco, że tuż po programie zadzwonię do Poznania, postaram się o przepis i zaproszę Panią do następnego programu. Zgodzi się Pani?
- Z wielką rozkoszą!
- Będzie okazja porównać: oryginalny poznański i ten nasz.
- Na pewno będzie lepszy, bo będzie taki domowy i wypracowany...
- Czuję się jak smarowany masełkiem, ale poczekajmy...
Dziękuję Pani za udział w programie.
- Dziękuję bardzo.
|

|