powrót
ustaw jako stronę startową
dodaj do ulubionych

    Jesteś na stronie  
 

Balladowe może tak, może nie
Z ANNĄ TRETER nie tylko o drugiej solowej płycie rozmawia Wacław Krupiński

- Znak Zodiaku...?

- Bliźnięta.

- Pytam, bo choć znamy się 30 lat, to jednak nie aż tak, bym odgadł, czy ów tytuł płyty "Może tak, może nie" to bardziej przejaw kobiecej kokieterii czy jednak przejaw roztropności, każącej ważyć racje - stąd myślałem, że może Waga...

- Rozważna to chyba nie jestem. Może raczej romantyczna. Cechą ludzi spod mojego znaku jest ruchliwość, poszukiwanie w życiu różnorodności. Mogę się pod tym spokojnie podpisać. Ciągle mało mi świata, mocnych wrażeń, poznawania nowych ludzi, więc podróżuję... Kocham śpiewać, więc tworzę sobie po temu warunki, pisząc piosenki, produkując płyty, organizując trasy koncertowe. Stale jednak jest we mnie mnóstwo pytań, wątpliwości i obaw.

- Na osobę niepewną to Anna Treter nie wygląda...

- Bo nauczyła się przez te 30 lat okrywać skorupką swe lęki, tremy, wzruszenia. Wystawiam się, uprawiając ten zawód, na płynące z różnych źródeł oceny, krytykę, trafiam na mury nie do przebicia i ludzi, z którymi nie potrafię znaleźć wspólnego języka. Skorupka się wtedy bardzo przydaje.

- To pomówmy o płycie; domyślam się, że była Pani zadowolona z pierwszej, skoro oto ukazała się kolejna - "Może tak, może nie".

- Tu wątpliwości nie mam - byłam. I - co najważniejsze - z zadowoleniem przyjęli ją słuchacze, a kontakt z nimi mam bardzo duży, bo i po każdym recitalu, i poprzez pocztę elektroniczną. I te miłe głosy spowodowały, że wzięłam się do pracy nad drugą płytą... A Polskie Radio, które wydało pierwszy album, z radością temu pomysłowi przyklasnęło.

- I jak Panią ludzie odbierają, jako tę Annę Treter znaną z Grupy Pod Budą czy jednak inną?

- Tę, ale, co jest pewnym elementem zaskoczenia, ostrzej brzmiącą, bo to jest mocne granie, osadzone na wyraźnym rytmie. Chcę pokazać, że teksty balladowe, o sprawach intymnych, o uczuciach można podać w inny sposób. I że wciąż są to ballady... Bo i ja jestem taka - melancholijna, wrażliwa. I taki jest mój ogląd świata - takie mam spostrzeżenia, bo przecież nie piszę o rzeczach wydumanych, a o tym, co mnie dotyka, co przeżywam, co spostrzegam wokół siebie... I tak traktuję moje piosenkopisarstwo - jako balladowe właśnie.

- Takiej muzyki Pani słucha?

- Słucham bardzo różnej, często wykonawców u nas nieznanych - pochodzących z Afryki, z Azji. Z muzykami, z którymi pracuję, podrzucamy sobie różne nagrania. Efekt jest taki, że brakuje mi czasu na słuchanie po wiele razy moich ulubionych płyt. Ostatnio poruszył mnie album Cyndi Lauper "At Last". Oto piosenkarka rockowa, o ostrym, krzykliwym głosie nagrała pięknie covery - amerykańskie standardy czy np. piosenki Brela. Ale sięgam i po klasyków jazzu, i wracam do płyt Joni Mitchell, którą uważam za mistrzynię wszechwag. Oczywiście lubię - bo trudno nie - Stinga, Claptona, Knopflera, Springsteena... I Casandrę Wilson, i Patricię Barber. Długa to lista.

- A Pani ostatnia płyta jest bardzo jednorodna...

- Świadomie. Z opinii słuchaczy, które już zebrałam, wynika, że jest od pierwszej lepsza.

- A sama jak Pani uważa?

- Nie wiem jeszcze, ta płyta jest dla mnie za świeża. Niemniej mam nadzieję, że jednorodność nie oznacza monotonii.

- Powiem Pani, że słucham tej płyty z narastającą przyjemnością.

- Dziękuję. Nieskromnie powiem, że już słyszałam takie opinie.

- "Na południe" nagrała Pani z wieloma zaproszonymi muzykami, chórkami...

- Tym razem od początku założyliśmy jedynie obecność muzyków, którzy ze mną pracują na stałe. Jedyną osobą z zewnątrz jest Kuba Badach, który został zaproszony do śpiewania partii męskich i bardzo ładnie je powymyślał. Założyłam, że ktoś młody zrobi to nowocześniej, inaczej. I Kuba się znakomicie sprawdził. Bo on świetnie śpiewa.

- Ma Pani ten komfort, że pisze piosenki z mężem, Janem Hnatowiczem, któremu podrzuca teksty...

- Tym razem było odwrotnie - w większości pisałam teksty do muzyki, ponieważ on miał więcej gotowego materiału, co dało mi możliwość wyboru. A inspirację do tekstów czerpię, jak wspomniałam, z życia. Piosenka "Czwarta B." przywołuje niegdysiejsze samobójstwo pary z mojej klasy, co po latach przypomniał mi telewizyjny reportaż o innej dwójce młodych, pozornie szczęśliwych. A jednak nieprzystosowanych, zdesperowanych.

- A "Piosenka wieczorna" - tak bardzo publicystyczna, aż nie wiem, czy nie nadto.

- To Jasiek napisał tekst.

- Nie doczytałem. Teraz rozumiem, czemu jest inny.

- Też nie lubię publicystyki w piosenkach, ale ta porusza tak istotny aspekt rzeczywistości - coraz większego podziału na biednych i bogatych, na świat blichtru i codziennego mozołu bytowania, że postanowiłam tę piosenkę nagrać.

- Są też dwie piosenki nie Państwa autorstwa.

- Do jednej muzykę przyniósł mi Tomek Hernik, a ja sobie odtworzyłam w oczach jeden z moich ulubionych obrazów Edwarda Hoppera, malarza, którego prace widziałam w Art Museum of Chicago. Przedstawia samotnych ludzi w nocnym nowojorskim barze, a nosi tytuł "Night Hawks", co ja nazwałam "Ćmy barowe" i taki też napisałam tekst. Również amerykańskie korzenie ma piosenka "Lecę tam" Paula Bolgera i jego brata Mike'a. Poznałam ich przed laty w Chicago, gdzie mają rockowy zespół i ta ich ballada bardzo mi się spodobała, zatem śpiewam ją z moimi słowami.

- Gdy rozmawialiśmy po wydaniu pierwszej płyty, Pani myślała od razu o drugiej, bo miała trochę piosenek, teraz też jest już Pani myślami przy trzeciej?

- Nie, tym razem żadnych zapasów nie ma. Chociaż nie, Jasiek ma na pewno. Bo on stale pracuje. Mam jakiś tam szalony pomysł. I wcale nie mówię, że nie będzie płyty następnej. Może tak, może nie...

- Na płytach Grupy Pod Budą bywały piosenki z Pani muzyką, a na płycie firmowanej przez Panią ich brak. Bo mąż pisze lepiej?

- Jeden z tekstów oprawiłam sama muzyką i byłam przekonana, że tak to nagram, ale kiedyś nieopatrznie zostawiłam tekst i wyjechałam na dzień z domu. Gdy wróciłam, Jasiek zagrał mi swoją wersję melodii. Znacznie lepszą. Co nie oznacza, że już nigdy nie napiszę sobie i muzyki. Może tak, może nie.

- Zawsze tak się Pani zgadza z mężem? Nigdy nie dochodzi do spięć w trakcie tworzenia piosenek?

- Tu już nie wykręcę się frazą - może tak, może nie. Ale to są kłótnie twórcze. Nieraz do tego stopnia, że wytwarzają na jakiś czas ciszę w domu.

- Pod względem repertuaru są Państwo z mężem samowystarczalni, nie korci Pani jednak, by sięgnąć po inne utwory?

- Korci. I być może kolejną płytę nagram w całkiem innej stylistyce. Może inspirująca byłaby współpraca z jakimiś młodymi ludźmi, mającymi inne spojrzenie na muzykę, na aranżację? Oczywiście musiałabym mieć do tego wewnętrzne przekonanie. Jeśli po 25 latach śpiewania w Grupie Pod Budą zdecydowałam się na pracę również solo, to kto wie, co jeszcze się zdarzy...

- Może covery, jak Cyndi Lauper. Andrzej Sikorowski powiedział mi przed laty, jakże słusznie, że jest Pani jedną z najlepiej śpiewających kobiet w Polsce, zatem...

- Z wielką radością... Choć mam świadomość tkwiących w tym pułapek.

- Przez niemal trzy dekady stała Pani na estradzie trochę w cieniu Andrzeja Sikorowskiego, teraz sama jest Pani frontmenką - i jak samopoczucie?

- Bycie frontmenką i osobą odpowiedzialną za wszystko daje mi innego rodzaju radość niż ta czerpana z występów z "Budą". Tu sama muszę decydować o kształcie artystycznym piosenek czy koncertów. A największą trudność sprawia mi prowadzenie recitalu, złapanie kontaktu z ludźmi za pomocą paru słów.

- W niedzielę, 27 listopada wystąpi Pani w krakowskich Krzysztoforach...

- Chciałam, by to były warunki klubowe, bo w nich taka muzyka czuje się najlepiej. I by te piosenki brzmiały jak na płycie. Zatem towarzyszyć będą mi gitarzysta basowy Wojtek Bobrowski, wspomniany już, grający na puzonie i akordeonie, Tomasz Hernik, perkusista Artur Malik i Adam Niedzielin przy instrumentach klawiszowych. I naturalnie grający na gitarach akustycznej i elektrycznej mąż, Jan Hnatowicz. Będzie i niespodzianka - Jacek Kotlarski. Nie tylko będzie ze mną śpiewał, ale i zagra na fluegelhornie.

- Skoro jest nowa płyta, to i trasa promocyjna po kraju.

- Trochę wędrujemy - Warszawa, Łódź, Poznań, Wrocław, Opole, potem trochę mniejszych imprez na zamówienie firm, z lekko odmienionym repertuarem, także kolędami... A od stycznia kolejne rejony kraju.

- To trzymam kciuki.

- Oj, proszę trzymać, bo nie ukrywam, że się trochę boję, to jest nowy materiał, nieograny...

- Ale teksty Pani zna...?

- (śmiech) Właśnie się okazało, że nie bardzo. 


Wywiad zamieścił 

25.11 2005

Aby przenieść się na stronę gazety wystarczy kliknąć na powyższe logo

 

 

 

HOME    |    PRASA   |   OPINIE    |    TEKSTY    |    MUZYKA   |   GALERIA   |    LINKI   |    KONCERTY     |    DYSKOGRAFIA

Design by daltonptojekty 2003-