|
Balladowe piosenkopisarstwo
Rozmowa z ANNĄ TRETER przed wiosennym koncertem "Byle dobrze było nam"
W niedzielę, 19 marca o godz. 20 w krakowskiej PWST z koncertem wiosennym wystąpi Anna Treter, która pod koniec września wydała swą drugą płytę "Może tak, może nie".
Wokalistce, znanej od lat z występów z krakowską Grupą Pod Budą, będą towarzyszyć Wojciech Bobrowski - gitara basowa, Tomasz Hernik - puzon i akordeon, Jan Hnatowicz - gitary, Jacek Kotlarski - wokal, trąbka, Artur Malik - perkusja, Adam Niedzielin - instrumenty klawiszowe. Dzień wcześniej Anna Treter wystąpi w Brzesku, w "Galicyjskiej" - o godz. 18.00
- Gdy rozmawialiśmy o Pani nowej płycie "Może tak, może nie" tuż po jej ukazaniu się i przywołałem opinie, że jest lepsza od pierwszej, usłyszałem od Pani: "Ja tego jeszcze nie wiem, bo nie nabrałam do tej płyty dystansu". Co Pani powie teraz?
- Że dalej nie wiem, bo jej nie słucham. Byłoby przejawem megalomanii w kółko słuchać swoich płyt... Skupiam się na koncertach, a w nich łączę najpiękniejsze piosenki z obu płyt.
- To które utwory Pani wybiera z drugiej płyty?
- Na pewno m.in. tytułową i "Byle dobrze było nam", i "Piosenkę na szary dzień", bo chcę podpowiedzieć ludziom, że można takie dni omijać za pomocą tak prostych środków, jak kawa, czekolada czy piwo, ale i smutną, bo opowiadającą o samobójstwie młodych "Czwartą B." - już wiem, że robi na słuchaczach duże wrażenie.
- I to są te najładniejsze?
- Może tak, może nie... Na pewno są to utwory, które się świetnie sprawdzają na estradzie, dają możliwość wykorzystania umiejętności wszystkich muzyków, jak i towarzyszącego mi gościnnie w czasie występów Jacka Kotlarskiego, który wspiera mnie głosem i trąbką w wersji pocket. I do tego dochodzą piosenki z pierwszej płyty - "Na południe"; jak się nagrało dwie płyty, to trudno o pierwszej zapomnieć...
- To się cieszę, bo mam tam kilka ulubionych. A Pani pewnie już myśli o płycie trzeciej...
- Zaskoczę pana - nie. Na razie nie mam na to czasu. Zabiegając o organizację własnych występów, stałam się, chcąc nie chcąc, bizneswoman. Ale ma to i dobre strony. Spotkałam na przykład pana, który okazał się wielkim moim fanem i zadeklarował, że chętnie zostanie sponsorem mojej następnej płyty.
- I tym sposobem już Pani o tej trzeciej myśli.
- Ja jeszcze nie, ale wiem, że kilka melodii już na mnie czeka...
- Dużo Pani jeździ z tym recitalem po kraju?
- Sporo. I bardzo miło jest, na przykład ostatnio w Szczawnicy, w Muzycznej Owczarni, w zaśnieżonych górach, w dniu otwarcia olimpiady, był komplet słuchaczy, którzy wytworzyli cudowną atmosferę.
- Pamiętam Pani recital w krakowskich Krzysztoforach. Chętnych było co najmniej drugie tyle, a teraz zaprasza Pani do PWST, mającej salę też nie największą, choć znakomitą.
- I, niestety, zostanie ona ograniczona przez kamery telewizyjne, bo mam to szczęście, że recital zostanie zarejestrowany przez Ośrodek TVP w Krakowie, by trafić na ekran w trakcie świąt wielkanocnych.
- Ma Pani też za sobą recital w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej, bezpośrednio transmitowany na antenę Programu I...
- ...i powiem panu, że było to wielkie przeżycie; świadomość, że coś dociera od razu do kilku milionów słuchaczy, bardzo obciąża.
- Mimo, przepraszam, wypomnę Pani, tylu lat śpiewania?
- Tak. Bo dla nas był to dopiero drugi koncert z tym materiałem od momentu wydania płyty. Wolę występy bardziej na luzie, w mniejszych miejscach. Tym bardziej że wiem, iż ludzie mnie kojarzą z Grupą Pod Budą, a jej domeną też nie są wielkie sale...
- A teraz słuchają Anny Treter na czele jej zespołu i co?
- Na początku koncertu występuje czasem lekki element zaskoczenia; bo to jednak troszkę inna muzyka - ostrzejsza, osadzona na wyraźnej sekcji rytmicznej. Nie brak tu jednak i lirycznych, wyciszonych utworów. Bo to są głównie ballady opowiadające o sprawach intymnych, o uczuciach... Daje mi wiele radości fakt, że mam okazję powiedzieć coś od siebie, zaśpiewać o tym, co widzę, co czuję, co przeżyłam. Balladowe jest to moje piosenkopisarstwo...
- Pani pisze słowa, mąż Jan Hnatowicz, który wcześniej tyle przebojów napisał dla "Budy", muzykę.
- I to sobie bardzo cenię, bez Jaśka by tych płyt pewnie nie było. No, pewnie by też nie było iluś sporów i kłótni, jakie towarzyszą powstawaniu kolejnych utworów...
- Krakowski koncert w Krzysztoforach miał piękną oprawę, znakomite światła...
- I ten będzie podobny - Paweł Sobkowicz przygotuje światła, Wojciech Krawczyk, który nieraz bywa i współautorem tekstów, będzie go nagłaśniał, oczywiście jakiś wpływ na całość będzie miała obecność ekipy telewizyjnej.
- Bardzo lubi Pani występy, może doczekamy więc i płyty w wersji live.
- Na razie, jak wspomniałam, o nowej płycie nie myślę. Moje dwie solowe płyty to już 30 piosenek, nie sposób je wszystkie zaśpiewać w trakcie jednego recitalu, a zazwyczaj chcę jeszcze przywołać dwie, trzy z repertuaru Grupy Pod Budą - "Piosenkę o moich podróżach", "Wywar z przywar", nieraz - "Gdy mnie kochać przestaniesz"...
- To piosenka jeszcze z Kabaretu Pod Budą, nagrodzona na Studenckim Festiwalu Piosenki...
- I wciąż mam do niej słabość; nieraz w bluesowej wersji prezentuję też "Balladę o ciotce Matyldzie" - najczęściej na drugi bis...
- Dobrze, że Pani podpowiada, będziemy klaskać. A co na bis trzeci...?
- Nie uważa pan, że odpowiedź będzie już przejawem próżności? Niemniej na wszelki wypadek pomyślę i o nim.
Rozmawiał: WACŁAW KRUPIŃSKI
Wywiad
zamieścił
03.03.2006
Aby
przenieść się na stronę gazety wystarczy kliknąć na powyższe
logo
|