|
I dobrze było nam
Po "Wiosennym koncercie" Anny Treter
Po sukcesie recitalu w krakowskich Krzysztoforach, które nijak wszystkich chętnych pomieścić nie zdołały, zaprosiła Anna
Treter swych fanów do PWST, gdzie na Scenie im. Wyspiańskiego dała "Wiosenny koncert", w wiosennej scenerii tworzonej przez kwiaty prawdziwe i sztuczne, co na telewizyjnym ekranie pewnie będzie ładnie wyglądać.
Towarzyszyło piosenkarce pięć kamer krakowskiego ośrodka TVP, dzięki czemu będzie sposobność skrót recitalu zobaczyć w czasie świąt wielkanocnych, o czym jeszcze z przyjemnością poinformujemy. A polecić ów zapis już teraz spieszymy, bo i piosenki to ładne, melodyjne, niektóre wręcz przebojowe, i muzycy wyborni, i sama Anna Treter w formie znakomitej. Zresztą przyzwyczaiła nas do niej przez wszystkie lata śpiewania w
Grupie Pod Budą. I aż może szkoda, że na działalność solową nie zdecydowała się wcześniej. Słuchając wczoraj - który to raz w ciągu tych, hm, długich już lat - Anny Treter, poczułem żal, że ta znakomita wokalistka wybiła się na samodzielność tak późno i to w czasie dla umiejących naprawdę śpiewać jakże marnym.
Dobrze, że nagrała dwie płyty, zebrała na nich wiele udanych piosenek, głównie z muzyką swego męża Jana Hnatowicza ( tego, który ofiarował Grupie Pod Budą m.in. "Bluesa o starych sąsiadach", "Balladę o ciotce
Matyldzie", "O la ri ja", "Wywar z przywar"), ze słowami własnymi, i teraz wybrawszy z każdej co nieco wojażuje z recitalami. Obie płyty - "Na południe" i "Może tak, może nie" - chwaliliśmy ich premier, zatem teraz wypada dodać, że na estradzie prezentują się równie świetnie, a chwilami i lepiej i wyraziściej. To zasługa znakomitego zespołu muzycznego, a są to gitarzysta Wojciech Bobrowski, puzonista i akordeonista Tomasz Hernik, grający na gitarach Jan Hnatowicz, perkusista Artur
Malik i grający na instrumentach klawiszowych Adam Niedzielin. Świetnie też sprawdza się występujący gościnnie Jacek Kotlarski - i jako męski wokal, ładnie harmonizujący z głosem Treter, i grając na trąbce, którą dobarwia brzmienie zespołu.
Nie obyło się więc bez bisów, bez entuzjastycznych pohukiwań widowni, rytmicznych oklasków ( a przy niektórych piosenkach i w tany by się szło), choć raz jeszcze potwierdziło się i to, że obecność kamer nie służy budowaniu nastroju koncertu. Niemniej, gdy na kolejny bis przypomniane zostały "Nasze podróże, jeszcze z repertuaru "Budy", w których Hnatowicz z Niedzielinem wdali się w znakomity muzyczny pojedynek, w sali zrobiło się goręcej niż wiosną bywa. I myślę, że w pełni spełniło się życzenie zawarte w tytule koncertu, zaczerpnięte z tytułu jednej z piosenek - "Byle dobrze było nam". Tym, którzy przyszli do PWST - było.
(WAK)
Recenzją
zamieścił
21.03.2006
Aby
przenieść się na stronę gazety wystarczy kliknąć na powyższe
logo
|