powrót
ustaw jako stronę startową
dodaj do ulubionych

    Jesteś na stronie  


Anna Treter
Pokochałam te piosenki

Irena Stanisławska: Mówi się, że Kraków ma niepowtarzalną atmosferę. Magiczną. Zastanawiam się, czy ma na to wpływ czakram wawelski? 

Anna Treter: Każda legenda (bo tak naprawdę nie wiemy, czy on istnieje) podnosi emocjonalny, symboliczny walor miejsca, z którym jest związana. Ale na niepowtarzalność Krakowa wpływa i jego historia, i kultura, jaka się w nim stworzyła, i ludzie, a szczególnie tzw. "stara" inteligencja (nie jest to miasto, które było od nowa zasiedlone), wartości, jakie były i są w nim szanowane. I jeszcze bardzo wiele innych rzeczy. 

Czy Kraków jest jedynym miejscem, w którym mogłaby Pani żyć? 

Myślę, że nie. Nie urodziłam się w Krakowie. Zaliczam się do grupy napływowej - pochodzę z Kielc. Uważam, że bardzo sympatyczne są Poznań czy Wrocław. ...Właściwie nie wiem, dlaczego mówię tylko o dużych miastach, bo wcale nie jestem ich wielką wielbicielką. Oczywiście miasto jest mi potrzebne do życia, bo w mieście są kina, koncerty, wystawy, w mieście odbywa się wiele rzeczy, które mnie interesują, ale spokojnie mogłabym mieszkać w jakimś mniejszym miasteczku i do miasta dojeżdżać. Zresztą najlepszym dowodem jest to, że mieszkam na wsi. 

Na wsi pod Krakowem. 

No tak, a na dodatek tylko 13 kilometrów od centrum. To już ostatnia enklawa położona w niedużej odległości od Krakowa, w której zostało jeszcze trochę miejsca. 

Spytałam o Kraków i jego magię, ponieważ chciałam ten wątek pociągnąć. Niektórzy ludzie dla zdrowia psychicznego budują własny świat... I w imaginowanym żyją? 

Nie jest taki wyimaginowany do końca. Ale w tym świecie przywiązuje się wagę do takich drobiazgów, których ludzie w ogóle nie zauważają. Na przykład do takich rzeczy jak uśmiech, tego, że świeci słońce, że pies zaszczekał na dzień dobry. Wydaje mi się, że obcowanie ze sztuką właśnie na tym polega - że widzi się rzeczy, których inni nie dostrzegają. A jeżeli są to szczegóły życia codziennego, to tym lepiej. Każda twórczość czy też odtwórczość polega właśnie na obserwacji, na wynajdowaniu sobie takich poletek, które przez nikogo przedtem nie były zagospodarowane. Myślę, że nie trzeba posługiwać się prawdziwą magią typu wróżby, stawianie kart, ażeby magicznym uczynić swój malutki świat, ten który jest tuż koło nas. 

I tam, gdzie Pani mieszka jest magicznie? 

Jest. Mój dom jest położony na wzgórzach, z których mam widok na oba kopce krakowskie - Piłsudskiego i Kościuszki - i na zbiorniki wody pitnej dla miasta. Kiedy przyjeżdżają znajomi i stają na moim tarasie, stwierdzają, że to Szwajcaria. Rzeczywiście mało jest takich magicznych miejsc, tym bardziej, że z mojego domu dojeżdżam do centrum Krakowa w ciągu 15 minut! Patrzę na całą okolicę z góry. To wiąże się również z problemami, bo trzeba się na te górki wspiąć, trzeba też z nich zjechać, a gdy spadnie śnieg nie jest to takie proste. Ale uroki w lecie są nieprawdopodobne, ponieważ mamy bardzo, bardzo szeroki widok prawie na wszystkie strony świata. ...Jeżeli już mówimy o magii, to działkę tę znalazłam trochę właśnie w taki sposób. Nie stać mnie było na to, by skorzystać z firmy developerskiej, dlatego przez 2 lata szukałam miejsca, by tanim kosztem wybudować dom. Kiedy nie udało mi się go znaleźć, w akcie desperacji zdecydowałam się na pośrednika. Okazało się, że akurat z jednej z działek ktoś zrezygnował , ale ja zniechęcona ceną, jaką zaproponowano, powiedziałam: dziękuję. Lecz dyrektor firmy namówiła mnie, abym ją przynajmniej obejrzała. Znalazłam się na wielkim polu porośniętym makami i chabrami, usiadłam i pomyślałam, że to po prostu musi być moje miejsce. I namówiłam Andrzeja Sikorowskiego żebyśmy kupili ją wspólnie. Firmie zależało, żeby to było osiedle "artystyczne", więc dostaliśmy dogodne warunki. Dziś, po dziesięciu latach, wszyscy muzycy z grupy "Pod Budą" mieszkają w tej miejscowości. 

Śpiewacie razem, mieszkacie obok siebie.

Jesteśmy razem w pracy, w samochodzie, na uroczystościach rodzinnych, dlatego dla higieny psychicznej musimy troszeczkę od siebie odpocząć. Nasze kontakty sąsiedzkie są raczej sporadyczne. Najczęściej telefoniczne. 

I Pani solowa płyta "Na południe" powstała w ramach higieny? 

Może to zbyt ostre sformułowanie. To po prostu chęć wypowiedzenia się. Zaczęłam pisać teksty, a ponieważ mój mąż - Jan Hnatowicz, który jest kompozytorem wielu pięknych piosenek dla zespołu "Pod Budą", miał w szufladzie wiele ciekawych kompozycji, uznałam, że nie można dopuścić do tego, żeby się zmarnowały. I tak narodził się pomysł płyty, która tworzyła się bardzo powoli i naturalnie. Od wydania ostatniej premierowej płyty "Pod Budą" minęły 3 lata, więc brakowało mi już trochę nowych piosenek. 

Trzy lata to bardzo dużo. 

Jest taka niepisana zasada, ale potwierdzona przez wiele zespołów, że co 2-2,5 roku powinno się wydawać płytę. 

Ale nie jest powiedziane, że teraz za 2 lata wyda Pani następną? 

Ale nie jest też powiedziane, że nie! Ponieważ bardzo się rozochociłam. Spodobało mi się śpiewanie własnych tekstów, muzyki, którą mogę sobie sama wybrać. Po prostu pokochałam te piosenki. To jest najprostsza odpowiedź. 

W zespole też Pani śpiewała solo.

Tak, ale teksty nie były moje. One zawsze były napisane przez Andrzeja Sikorowskiego, czasem przez Andrzeja Poniedzielskiego. Natomiast ta płyta jest pierwszym przypadkiem, że cokolwiek napisałam, że cokolwiek powiedziałam od siebie. A nie szło mi łatwo, więc być może tym bardziej cenię każde słowo. Ale tak naprawdę nigdy w życiu nie zaśpiewałam tekstu, który był dla mnie nie do przyjęcia, lub muzyki, która mi się nie podobała. Niektórzy zarzucają mi, że pozwoliłam się zepchnąć na drugi plan, ale ja się po prostu dobrze z tym czułam i do tej pory bardzo spełniałam. Po prostu przyszedł moment, żeby zaproponować coś innego, własnego. Naprawdę nie ma w tym nic nienaturalnego. 
Czas pokaże, co się z tego wykluje... Nawet jeżeli nic się nie wykluje i zakończy się to zagraniem paru miłych koncertów, to naprawdę to jest to, o co mi chodzi. 


Czyli dla takiego jednego momentu warto żyć? 

Mam nadzieję, że takich momentów będzie kilka. 

Muszę Pani powiedzieć, że jestem zaskoczona tą ruchliwą, dynamiczną kobietą, z którą rozmawiam. Na koncertach, gdy staniecie w czerniach, posągowi... 

Bo scena ma swoje prawa i na przykład interpretacja piosenki pod tytułem "Gdy mnie kochać przestaniesz" czy "Ballada o ciotce Matyldzie" moim zdaniem nie wymaga choreografii, dlatego stoimy. Ale to nie zmienia postaci rzeczy, że jestem kobietą dobrze zorganizowaną, energiczną i ruchliwą. To prawda. Lecz tak jak mówię, nie robię niczego wbrew sobie. Po prostu, mam naturę romantyczno-melancholijną, ale to nie oznacza, że nie mogę jednocześnie być dobrym organizatorem. Nie stoi za mną żadna wielka wytwórnia. Ja swoją płytę wyprodukowałam i zajmuję się jej promocją w szeroko rozumianym pojęciu, czyli i załatwianiem koncertów, i promocją na przykład w 2 programie Telewizji Polskiej, który stał się jej patronem medialnym. Nie stać mnie na wynajęcie zawodowego managera, który poprowadziłby moje interesy, więc zajmuję się tym sama. Co prawda kosztuje mnie to wiele czasu, ale lubię to robić i co ważne - potrafię. 

A co w zespole "Pod Budą"? 

Wróciliśmy niedawno z dwutygodniowego tournee po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Zespół pracuje tak, jak pracował. Jest dalej kochany przez publiczność i oglądany, mimo że nie ma bardzo nowego repertuaru. Ale myśmy nigdy nie byli zespołem, który w ciągu pierwszego tygodnia sprzedaje 100 tysięcy płyt. U nas zawsze to się rozkładało w czasie. Jesteśmy posiadaczami wielu platynowych i złotych płyt (w zasadzie żadna nasza płyta nie jest co najmniej złotą), ale to zawsze odbywało się w spokojny i wyważony sposób. I tak jest dalej. 


Wywiad pochodzi z Magazynu Partnerów Polskiej Grupy Farmaceutycznej

Aby przenieść się na stronę magazynu, kliknij na logo

 

 

HOME    |    PRASA   |   OPINIE    |    TEKSTY    |    MUZYKA   |   GALERIA   |    LINKI   |    KONCERTY     |    DYSKOGRAFIA

Design by daltonptojekty 2003-